O wyższości kosmetyków naturalnych nad syntetykami i odwrotnie - czyli hejcie w internecie 0
O wyższości kosmetyków naturalnych nad syntetykami i odwrotnie

Witajcie na blogu!

Czasem możecie mnie spotkać na różnych facebookowych grupach skupiających osoby zainteresowane naturalną pielęgnacją oraz składami kosmetyków. Jeden z często pojawiających się tam wątków zainspirował mnie do rozpoczęcia pisania bloga i podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami, spostrzeżeniami, opiniami. Pierwszy wpis dotyczy kwestii bardzo ogólnej, ale też przy tym ostatnio niezwykle spornej, wywołującej nawet małe wojenki i co gorsza - będącej przyczyną fali hejtu w internecie.

Serio? Hejt z powodu kosmetyków?!

Tak. Serio.

Kosmetyki naturalne stają się coraz bardziej popularne i cenione, z każdym rokiem zyskują mnóstwo zwolenniczek. Także panowie zaczynają zwracać uwagę na skład używanych produktów. Nawet jeśli jest to tylko żel, czy mydło 10 w 1 - do wszystkiego. Przygniatająca większość osób, które spróbowały naturalnej pielęgnacji, nie wraca już do swoich dawnych kosmetyków (oczywiście, zdarzają się wyjątki). Ta przeważająca większość "wiernych na zawsze" ma swoje bardzo konkretne powody, które zazwyczaj mają swoje źródło w znacznej poprawie kondycji skóry, czy włosów, a czego nie udało im się osiągnąć w takim stopniu nigdy wcześniej za pomocą tanich, drogich, czy nawet dermokosmetyków.

I nie, nie jest to tylko kolejna moda, jak twierdzi wielu komentatorów (zwłaszcza tych, którzy nigdy nie mieli na twarzy prawdziwie naturalnego, dobrej jakości kremu o składzie zgodnym z wytycznymi Ecocert...). Pamiętajmy jednak, że skóra skórze nierówna, niektórzy mają alergie, przez co cera nie toleruje pewnych substancji. Ale przede wszystkim: MAMY WYBÓR. Jeśli nie chcę używać kosmetyków np. z SLS-em, ponieważ wiem, widzę i czuję, że moja skóra źle na niego reaguje, to żadne gadki, śmieszki, ani badania naukowe mnie nie przekonają, że SLS mi nie szkodzi. 

Z dużym zainteresowaniem obserwuję także wpisy na grupach facebookowych, w których podstawową zasadą jest weryfikowanie wszystkiego za pomocą dostępnych badań naukowych. I niestety, idea naturalnej pielęgnacji jest tam uważana za totalny "szuryzm" stojący w jednym rzędzie z czołowymi polskimi szarlatanami. Wynika to z tego, że popularne, zwykłe kosmetyki drogeryjne są przebadane wzdłuż i w poprzek, podobnie jak ich poszczególne składniki. W przeciwieństwie do nowych, czasem domowych manufaktur, które niekiedy nie mają żadnych badań, albo mają ich niewiele. I pod tym względem trzymając się ściśle ukochanych dowodów i dokumentacji, trzeba im przyznać rację. Zwłaszcza, że substancje zawarte w kosmetykach drogeryjnych (także te, których eko zwolenniczki "się czepiają") nie mogą przedostawać się do krwiobiegu i nie mogą szkodzić zdrowiu. Ale żadne prawo nie mówi, że muszą mieć udokumentowany pozytywny wpływ na kondycję skóry. A jest to kluczowy element, na który kompletnie nie zwraca się uwagi.

Problem tkwi w tym, że spora część środowiska naukowego, lekarzy, czy podających się za fachowców w temacie jest szalenie zamknięte i z zasady ekstremalnie nastawione ANTY na jakiekolwiek eko nowości, koncepcje kosmetyczne, czy metody terapii, które nie są jeszcze wystarczająco dobrze udokumentowane. Zgadzam się z tym, że trzeba krytykować i obalać krążące po internecie mity np. o leczeniu metodami niekonwencjonalnymi, które zostały przebadane i jednoznacznie stwierdzono, że nie są skuteczne, albo wręcz szkodzą zdrowiu.

Natomiast wiele osób podaje w dyskusji przykłady z własnych doświadczeń, że coś nowego, nieznanego jednak pomogło i wiecie co? Zostają ZLINCZOWANI przez resztę za propagowanie "szuryzmów". Standardem jest formułka: "to tylko dowód anegdotyczny", który kompletnie nic nie znaczy. Naprawdę? Czyli nawet jeśli tych "dowodów anegdotycznych" jest tysiące, to jest to nadal "szuryzm" niewarty uwagi, przetestowania, ba - szczegółowego przebadania? Oczywiście, są ściśle określone metody badawcze. Jednak zawsze od czegoś trzeba zacząć, a te "anegdotki" to właśnie dobry powód, aby się na poważnie przyjrzeć nie do końca znanej substancji. 

Co zabawne, chyba najwięcej do powiedzenia w temacie kosmetyków mają Panowie. Sorry chłopaki, ale mimo wszystko nie przodujecie w ilości i rodzaju zużywanych kosmetyków... Proponuję - przetestujcie na własnej skórze i sprawdźcie efekt działania kosmetyków naturalnych, gdzie silikony i PEGi zastąpiono składnikami roślinnymi. Wystarczy z półki typu Iossi, Hagi, czy Asoa. Nie wymagam inwestycji, na którą mało kogo stać. Spróbujcie, porównajcie, jeśli nie poczujecie różnicy, to będziecie mieć pełne prawo krytykować ludzi, którzy "dali się wkręcić w modę eko".

Niestety, spotkałam się także z ostrą krytyką środowiska naukowego i medycznego w przypadku substancji, które zostały już w pewnym stopniu przebadane, a wyniki są bardzo pozytywne i obiecujące. Co najbardziej dla mnie niezrozumiałe, podanie konkretnych odnośników do aktualnego stanu badań i analiz, dla niektórych krytykantów kompletnie nic nie znaczy, nie wzbudza najmniejszego zainteresowania... Czy praca wielu różnych grup badawczych na całym świecie nie jest warta poświęcenia chwili, aby zapoznać się z wynikami? Jak widać, chyba nie - bo jeszcze się okaże, że "szurnięci" mogą mieć trochę racji, a wyzwiska - nie tylko przykre, ale też niesłuszne.

Może czas zmienić nieco nastawienie, drodzy specjaliści i naukowcy? Siądźcie do jednego stołu z (możliwie jak najlepiej znającymi się na rzeczy) zwolennikami nowych, nieprzebadanych, ale wiele obiecujących składników kosmetyków, czy produktów prozdrowotnych. Po to, aby z otwartym umysłem i uczciwą, szczerą chęcią poznania porozmawiać o czymś, o czym nie ma informacji w podręcznikach akademickich. Pogadać i działać - zacząć badania, na których tak bardzo naukowcom zależy i które potwierdzą bezpieczeństwo lub ryzyko stosowania. Kto wie, co z takiej współpracy wyniknie, może właśnie rewolucja na skalę światową? Bzdury? Skąd ta pewność? Wystarczy zmiana nastawienia i chęć współpracy. Hejt niczego nie buduje, za to jest dużo łatwiejszy, niż kreatywna praca.

Żeby nie było zbyt różowo - z drugiej strony świat zwolenniczek eko pielęgnacji też nie jest bez skazy. Na grupach facebookowych poświęconych kosmetykom naturalnym często można natknąć się na silną krytykę i bezwzględną analizę składów. Czasem zdecydowanie przesadzoną. Pamiętajcie - KAŻDY MA WYBÓR. Analogicznie do tego, co napisałam wyżej - jeśli mojej skórze nie przeszkadza np. SLS i nigdy nie miałam żadnego problemu z powodu stosowania kosmetyków z tym składnikiem, to NIE LINCZUJCIE mnie. To nie jest polityka, nie warto hejtować innych i traktować się wzajemnie na zasadzie: "z idiotami nie rozmawiam" (w polityce zresztą też nie warto)! Nie rozpowszechniajcie też mitów, że dany składnik szkodzi zdrowiu, jeśli nie jest to udowodnione.

Przede wszystkim rozmawiajmy, zwiększajmy wiedzę i szanujmy się.

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl